Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Menu Główne

Rhezus I

Facebook

Udostępnij na facebooku!

Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Prolog
środa, 14 marca 2012 20:55

Gdy Ligia śpi, budzą się upiory - Prolog



Tylko sześć okien zamku La Rash wychodzi idealnie na zachód, na największą część jeziora z syrenami. Jedno z nich znajduje się w górnej części południowej wieży. W sypialni mojej żony.

Ligia opiera się ciężko o parapet. Jest blada i wymęczona. Ptaki uderzają skrzydłami w szybę, kłapią dziobami przed jej twarzą, ale wydaje się tego nie dostrzegać. Obserwuje słońce, które wisi na nieboskłonie nieprzerwanie od pięćdziesięciu dwóch godzin. Biały wchodzi z nową porcją pobudzającej mikstury w dłoni. Odsyłam go ruchem ręki. Dostrzegam ulgę na jego twarzy.

-   Nie jesteśmy gotowi – szepcze nerwowo Soter.

-   Nie możemy dłużej zwlekać. Powiadom wszystkich, że Tarcza zniknie w ciągu kilku minut.

Soter opuszcza komnatę. Podchodzę do Ligii, kładę dłonie na jej ramionach.

-   Dlaczego nie możemy po prostu otworzyć okna i wyjść przez nie, Erast? – pyta słabym głosem.

-   Już wystarczy.

-   Mogę dłużej…

-   Nie możesz, bo ci nie pozwalam, a przysięgłaś mi posłuszeństwo przed Jedynym Bogiem – przypominam jej, siląc się na ironię.

-   Szlag by trafił te obrączki – mruczy.

-   Kładź się wreszcie.

-   Ale wy…

-   Damy sobie radę bez problemu – zapewniam ją z uśmiechem, obejmuję ramieniem i prowadzę w stronę łóżka. – To przykre, że po takim czasie wciąż mnie nie doceniasz i nie wierzysz we mnie bezgranicznie.

-   Uważajcie – szepcze półprzytomnie. – Erast, proszę cię…

-   Powiedziałem, że wszystko będzie dobrze. Zdążyliśmy się dzięki tobie świetnie przygotować. Rozgromienie ich to tylko formalność, Li. Gdy się obudzisz, będziesz śmiać się z tych swoich strachów i przepraszać mnie za zwątpienie.

Nie przypominam sobie nawet, kiedy ostatnio opowiadałem komuś podobne bzdury. Bo bardziej prawdopodobne, że Ligia obudzi się otoczona przez trupy. Może nawet w ciemności, która ostatnio nie miała do niej dostępu. A może nie obudzi się wcale i nie będzie to najgorsze, co może jej się przydarzyć, jeśli nam się nie powiedzie. Przebiegają mi przed oczami wszystkie nasze wspólne chwile, od jej pierzastego stroju kurtyzany i załzawionych oczu za siateczką kolorowej maski do momentu, gdy krwawiąca i słaniająca się na nogach weszła do mojego gabinetu, uśmiechając się sinymi wargami powiedziała, że ładnie mi w okularach i zemdlała, a moje serce stanęło na ten widok. Wspomnienia, zapisane śladami na naszych ciałach, bliznami po ugryzieniach syren na jej rękach, larwami pod moją zatrutą skórą, które przebudzą się, gdy ona zamknie oczy. Tak wiele cierpienia doznała przy mnie, że nie chcę nawet o tym myśleć. Teraz zwija się na łóżku, obejmuje drobnymi ramionami. Senność szybko przegania napięcie z jej twarzy.

Opadające powieki Ligii są jak szable dla niewidzialnych sznurów, podtrzymujących słońce. Płonąca tarcza leci na łeb na szyję, znika w wodach jeziora. Ptaki nareszcie milkną. Cały świat milknie, ciemność pochłania wszelkie dźwięki, napiera na słabe ogniki świec i szkło lamp, zaciera rysy twarzyczki mojej żony, wciska się we wszystkie otwory ciała. Chciałbym ogniem rozedrzeć tę ciemność, ukoić się ciepłem płomieni, ale nie mogę się bez potrzeby osłabiać. Każda sekunda tego stanu czyni oddech trudniejszym, przybliża do granicy paniki. Wiem, że pozostali odczuwają teraz to samo i że nie usłyszę ich krzyków, stłumionych gęstością mroku. Raelu, Aniele Zachodu, zawsze byłeś przy mnie, a ja nigdy o tobie nie zapomniałem. Prowadź mój miecz, ciężki od oblepiającej go czerni, w tej najstraszniejszej walce.

-   Chodźcie – szepczę samymi wargami.

Upiory pojawiają się znienacka, drąc mrok błyskiem pazurów i chórem przeraźliwych wrzasków.