Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Menu Główne

Rhezus I

Facebook

Udostępnij na facebooku!

Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Biografia
 

30 listopada 1988

– przychodzę na świat. Tata jest tak oszołomiony z radości, że w papierach po wieki będzie stało 29. Życzenia można składać w oba dni.

 

Czas podstawówki

– Strzyżów, Podkarpacie. Jak wszystkie okoliczne dzieciaki zbieram kolorowe karteczki do segregatorów i biegam po starych, zarośniętych fundamentach, udając wojowniczkę z serialu „Power Rangers”. Rodzice kupują Pegasusa i nie istnieje gra, w której zdołałabym przynajmniej zbliżyć się do poziomu mojego brata. Jeździmy z dziadkami na liczne wycieczki i mój brat zalicza każdy strumień, nad którym się bawimy, niezależnie od pory roku (może dlatego dziadkowie zabierali nas zawsze nad bardzo płytkie rzeczki).

tasma  filmowa_dodatki

Od wczesnego dzieciństwa mama dużo mi czyta. Potem tata podrzuca „Białego kła” Londona. Tak zaczyna się moja niegasnąca miłość do książek, z której z kolei wyrasta chęć pisania. Więc piszę w cienkich zeszytach pierwsze opowiadania. Rysuję też komiksy, głównie o przygodach piratów. Zostanie Wodzem Piratów do dziś jest jedną z moich niespełnionych ambicji (nieodpowiednie czasy i płeć, niestety). Wszystkie te wiekopomne dzieła zostały zniszczone podczas któregoś sprzątania.

To także czas bardzo częstych koszmarów. Na zmianę tonę, albo rozszarpują mnie rekiny (czasem zaraz po tym, jak obiecały nie robić mi absolutnie żadnej krzywdy), trochę rzadziej ginę podczas wybuchu wulkanu. I czas początków mojej arachnofobii, która choć zmniejszy się z wiekiem, chyba nigdy nie wygaśnie zupełnie.

 

Czas gimnazjum

– pierwszy komputer w domu, huczący jak samolot, z czarno-białym monitorem – pisanie nigdy dotąd nie było prostsze i bardziej przyjemne (nawet, gdy trzeba czas korzystania z urządzenia dzielić z bratem, przepadającym za komputerowymi grami). Do dziś stary komp zajmuje miejsce w moim pokoju.

W tym czasie również kwitnie moje zamiłowanie do matematyki i po raz pierwszy mam styczność z chemią. Postanawiam odkryć nowy pierwiastek i otrzymać Nagrodę Nobla, ale te kilka tygodni, gdy trwam w tym zamiarze, spędzam przede wszystkim na wymyślaniu nazwy dla mojego odkrycia. W końcu rezygnuję i decyduję się jednak na Nobla z dziedziny literatury.

Gdy brat dostaje nowy komputer, ja mogę niepodzielnie korzystać ze starego i tworzę ogromne objętościowo wstrząsające historie, które czytam czasem w chwilach odpoczynku od czynności wymagających głębszego myślenia. Powtórka z dzieciństwa – przegrywam z bratem we wszystkie możliwe gry komputerowe, na które udaje mu się mnie namówić.

To też okres, kiedy mam najwięcej czasu na czytanie książek – początki mojej znajomości z Dostojewskim, Marquezem, fantastyką. I kiedy, za sprawą Doors-ów i Breakoutów (a w zasadzie taty, który posiadał ich płyty), dowiaduję się, że muzyką mojej duszy jest blues.

 

Czas liceum

– to okres, gdy trzeba nazywać „Pana Tadeusza” epopeją narodową i wysłuchiwać jęków dupka Wertera.

Oglądam „Ojca chrzestnego” i rozumiem, że od tej pory moją kolejną niespełnioną ambicją będzie zostanie głową rodziny mafijnej.

Od dawna niepokoi mnie, że w obliczu problemów związanych ze zdrowiem, poprzez swoją niewiedzę jestem zupełnie bezradna. Dlatego postanawiam kształcić się dalej w kierunku medycznym. Przy tym zawód lekarza uważam za wspaniały i ogromnie potrzebny, zwłaszcza w moich rodzinnych stronach, gdzie chciałabym wrócić po studiach. I chociaż muszę zrezygnować z matematyki na rzecz przedmiotów przyrodniczych i jest to smutne rozstanie, nie żałuję swojej decyzji.

W okolicach matury kończę pisać pierwszy tom „Rhezusa”.

 

 

Czas studiów

– już na początku spotykam mojego późniejszego narzeczonego i wciskam mu kit, że nie umiem obsługiwać Power Pointa. On siłą rzeczy ofiarowuje mi pomoc w zrobieniu prezentacji na zajęcia i od tego wszystko się zaczyna. Na szczęście proces uświadamiania mu, że jestem w jego życiu niezbędna, dobiega końca jeszcze w październiku, bo właśnie zaczyna się najmniej obfity w wolny czas okres mojego życia.

Nigdy nie spodziewałam się, jaką torturę sobie szykuję, decydując się na wstąpienie w szeregi studentów krakowskiego Collegium Medicum. Kraków, pięknie miasto, którego wciąż nie ma czasu porządnie zwiedzić. Tomy o grubości porządnych encyklopedii, które muszę wkuwać i których wciąż przybywa. Drugie (czyli ostatnie) terminy kolosów i egzaminów, którymi opłacam kolejne rozdziały moich książek. Na szczęście gdy dzieli się czas między narzeczonego, odwiedzanie rodzinki, pisanie i przyswajanie kolejnych setek stron mądrości, nie zostaje go wiele na roztrząsanie kwestii bezsensu życia. Poza tym to wszystko jest wyzwaniem, a zwycięskie stawianie czoła wyzwaniom jest przecież tym, co daje satysfakcję niedoszłym Wodzom Piratów. Przychodzi też trzeci rok, a z nim początek zajęć klinicznych i wreszcie studia przestają stanowić wyłączną pochwałę stylu życia średniowiecznych uczonych mnichów i zaczynają choć trochę przypominać zawód, który wybrałam.

Roza_krakow_3W tym okresie ma również miejsce najbardziej bohaterski ze wszystkich moich czynów – osobiste zmiażdżenie Największego Pająka W Historii Świata, który zaskoczył mnie w letnią noc, gdy wszyscy zwykli pogromcy tych potworów spali. Zginął pod ciężarem „Sławnych Polek” (ulubionej książki mojego brata, bo dzięki twardej oprawie jest świetną podkładką pod laptopa) i przeleżał pod nimi aż do rana, kiedy to brat się obudził i został wezwany, by sprawdzić, czy pająk aby na pewno nie żyje (jestem przekonana, że przygniecione książką pająki czyhają, by wbiec na rękę osoby, która podniesie tę książkę, dlatego nigdy sama tego nie robię). Największy zastrzyk adrenaliny w moim życiu.

 

 

W ten sposób docieramy do punktu, w którym znajduję się teraz (kwiecień 2010). Zapuszczam włosy na ślubną fryzurę i kiedy grzywka wciska mi się do oczu, żałuję chwilami jak w dzieciństwie, że nie dostałam Y zamiast X. Wkuwam niekończące się tabele leków, uczę się odróżniania szmerów od rzężeń. W wolnych chwilach oglądam filmy, czytam, słucham jazzu, czasem Kaczmarskiego, z narzeczonym Kazika, z bratem Vavamuffina. Kupuję dużo książek z myślą o wielkiej bibliotece w domu, który po studiach zamierzam wybudować na wsi, blisko domu moich rodziców. Wymyślam imiona przyszłym dzieciom i planuję, jak stworzyć w mojej rodzinie poczucie solidarności, jakie cechowało klan Corleone. Śpię najkrócej, jak się da, bo sen to przecież okropna strata czasu. Wydaję moją pierwszą książkę. Piszę kolejne, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostaną wydane, ale samo pisanie ich sprawia ogromną radość. Zdobywam czytelników, którzy są w stanie przebrnąć razem ze mną przez tę biografię. I którzy chyba wiedzą teraz na mój temat więcej, niż niejeden z moich znajomych :-).

 

 

 


RJH23 października wyszłam za mąż i nazywam się od tego dnia Róża Jakobsze-Hajkuś. Więc jeśli zobaczycie takie nazwisko (kto wie, może na kolejnych książkach), to wciąż ja :-). Pozdrawiam.